RSS
piątek, 20 czerwca 2014

Przeprasza, ale zawieszam bloga, przynajmniej na jakiś czas. Już brakuje mi pomysłów :/ Jeszcze do tego tak za poważnie zaczęłąm pisać książkę, więc nie będzie czasu :/  Przprasza kochani! Dziękuję tym, którzy mnie wspierali. Wiktoria <3

10:26, katniss_mellark
Link Komentarze (8) »
piątek, 13 czerwca 2014

 Hej <3 Przepraszam za spóźnienie ale poprawiałam chemię :/ Następna notka w niedzielę ;** 

********************************************************************

 Budzi mnie odgłos kropel obijających się o okno. Leniwie otwieram oczy. Peety nigdzie nie ma, co rzadko się zdarza. To ja pierwsza wstaję. 
 Wychodzę z łóżka i narzucam na siebie ciepły szlafrok. Po cichu schodzę na schodach, by ewentualnie nie obudzić Annie i Cartera.
 - Peeta - szepczę. Serce łomocze mi coraz szybciej, krew szumi w uszach, gdy nie słyszę odpowiedzi. Dzisiaj stanie się coś złego - znów ten głos w mojej głowie. Szybko ignoruję tę myśl i kieruję się do kuchni.
 Jest pusta. Chcę się odwrócić, lecz uniemożliwiają mi to silne ramiona oplatające moje. Z moich ust wydobywa się zduszony krzyk. Co się do cholery dzieje?!
 - Ciii... Katniss to tylko ja - szepcze i muska wargami wgłębienie pod uchem. Moje ciało przeszywa przyjemny dreszcz, ale nie czas teraz na pieszczoty.
 - Idziemy - mówię cicho, lecz stanowczo. Co on sobie wyobraża?! Ja już zastanawiałam się, co zrobić Gale'owi jak go skrzywdzi, a on się chowa?! Żałosne. 
 Wychodzimy na taras, lecz nie zatrzymuję się tam. Kieruję się na łąkę tuż obok.
 Kroczymy powoli po dywanie z kolorowych kwiatów. Pozostałości po deszczu obmywają moje bose stopy. Uderza mnie zapach prymulek, które kojarzą mi się z Prim. Gdyby tylko ona tu była... Na pewno lepiej szłoby mi z Peetą. Poradziłaby mi, co mam robić... 
 Zatrzymuję się i odwracam do blondyna. ma zaskoczoną minę, ale nic mnie to nie obchodzi.
 - Jak mogłeś? - syczę. Nie mam siły podnosić głosu, mimo że przed chwilą się obudziłam.
 - Ale co takiego znowu zrobiłem?
 - Słucham? Tylko nieźle mnie nastraszyłeś. Bo to jest normalne że gdzieś tutaj kręci się Gale, a ty sobie tak znikasz bez słowa, prawda? - nadal nie mogę zdobyć się na spokojny ton.
 Peeta nic nie mówi, przytula mnie tylko mocno. Wtulam się w jego szarą bluzę, wdychając cudowny zapach. Słyszę przyspieszone bicie jego serca, pewnie od szybkiego spaceru, do którego przed chwilą go zmusiłam. Myślałam, że już go nie zobaczę. Dlaczego tak panikuję? Kiedyś nie byle co musiało zmusić mnie do strachu. W oczach pojawiają się łzy na samą myśl, że mogłabym go więcej nie zobaczyć... To byłoby straszne. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. 
 - Przepraszam - szepcze. - Przepraszam, przeprasza, przepraszam, przep... - przerywam my pocałunkiem. Miał być przelotny, ale wyszło jak zawsze. Peeta pogłębia pocałunek, zjeżdżając dłońmi na moje pośladki. Zanurzam ręce w jego miękkie włosy i przyciągam bliżej. Tak bardzo go kocham. Chłopak przerywa i delikatnie kładzie mnie na ziemi. Leży nade mną, podpierając się na przedramionach.
 - Chcesz? - szepcze. Patrzy mi głęboko w oczy. Ja w jego widzę błąkające się ogniki. Czy moje wyglądają tak samo?
 - Chcę - odpowiadam. Żeby potwierdzić swoje słowa, ściągam mu bluzę i przejeżdżam rękoma po jego rozpalonych plecach. Peeta odwiązuje szlafrok, pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Chcę tego, Chcę być z nim w każdy możliwy sposób.
 Usta chłopaka na mojej szyi wywołują dreszcze.  
 - Peeta! Pomożesz mi ze śniadaniem?! - krzyk Annie wywołuje z mojej strony wybuch śmiechu. Chłopak odburkuje coś pod nosem, lecz posłusznie wstaje i podaje mi dłoń. Przyjmuję ją bez wahania. Lekko się podciągam i po chwili jestem na nogach. Zarzucam na siebie szlafrok, a Peeta bierze bluzę do ręki.
 - Wieczorem to dokończymy - szepcze i przyciąga do siebie na długi pocałunek. 

19:48, katniss_mellark
Link Komentarze (10) »
sobota, 07 czerwca 2014

 Bardzo dziękuję za komentarze <3 Chciałabym polecieć wam cudowny blog: historyoffallenangels.blox.pl naprawdę warto odwiedzić! :D Następna notka w środę :) Przepraszam że taki krótki :* Miłego czytania, Wiktoria. 

*********************************************************************

 - Peeta, zimno mi - szepczę po kilkunastu minutach milczenia i wpatrywania się w gwiazdy. - Idę się położyć. 
 - Ja jeszcze tu zostanę - jego oczy wyglądają tak tajemniczo. Chciałabym wiedzieć o czym rozmyśla, ale nie mogę naciskać. Przecież powie mi, jeżeli to coś ważnego. Mam jednak dziwne przeczucie, że duma nad niedawno odbytą rozmową.
 - Nie siedź za długo bo zmarzniesz - mówię i składam na jego policzku delikatny pocałunek. Czuję jak pod wpływem dotyku moich ust jego skóra drga delikatnie, lecz Peeta nawet na mnie nie spogląda. Przytakuje tylko głową.
 Wstaję i idę do łazienki. Annie na szczęście też ma wannę, w której uwielbiam brać ciepłe kąpiele. Nalewam sobie dużo ciepłej wody, dodaję trochę malinowego płynu do kąpieli i ściągam ubranie. Wsuwam się do przyjemnie gorącej wody i zaczynam szorować ciało. Po dzisiejszych przeżyciach jestem na prawdę brudna.
 Gdy zaczynam myć ręce, moją uwagę przykuwają blizny na nadgarstkach. Przypominają mi chwile samotności, bólu i żalu. Bałam się ludzi. Bałam się Peety. Teraz jest ze mną, mimo wszystko. Chroni mnie i martwi się o mnie. Na świecie nie ma lepszego mężczyzny niż właśnie on. 
 Blizny na brzuchu przypominają moją paranoję. Potem śpiączkę i Thomasa. Ciekawe jak długo planował mnie pocałować? Może świadomie przetrzymywał Peetę w łóżku? A może pocałunek był spontaniczny? Nie chcę teraz o tym myśleć.
 Staram się rozszyfrować zachowanie chłopaka. Dlaczego nawet na mnie nie spojrzał? Nie powiedział "dobranoc kochanie", tak jak zawsze miał to w zwyczaju. 
 Woda zaczyna robić się zimna, więc wychodzę z wanny. Nakładam na siebie zieloną piżamę i idę do naszej sypialni, czyli drzwi na lewo z małego korytarzyka na górze. Pokój jest w pięknym odcieniu fioletowego. Ciemna szafa z łatwością pomieści moje i Peety ubrania. Na łóżku dostrzegam poruszający się kształt. Podchodzę do niego powoli i rozpoznaję śpiącego chłopaka. Jego twarz ściągnięta jest bólem. Koszmary!
 - Peeta. Wstań. Już dobrze - mówię i energicznie potrząsam jego ramieniem. Otwiera oczy i patrzy na mnie z niedowierzaniem, tak jakby nie wierzył, że to naprawdę ja. Siadam obok niego, a blondyn wtula się w moją pierś. Czuję mokre łzy skapujące na moją bluzkę. Głaszczę go po głowie. 
 - Ciii... - nic więcej nie umiem powiedzieć ani zrobić. To on jest dobry w pocieszaniu, nie ja. Dlaczego nic nie powiedział mi o koszmarach? "Bo nie zapytałaś" - podszeptuje mi cichy głos w głowie. No tak. Nigdy nie zainteresowałam się, czy wszystko u niego w porządku. Wymagałam od niego, by uspokajał mnie w nocy, a sama mu tego nie dawałam. Ogarnia mnie ogromne poczucie winy. Nawet nie wiem kiedy, Peeta zasypia w moich ramionach, a ja bujam w krainie snów, oparta brodą o głowę chłopca z chlebem.  

11:36, katniss_mellark
Link Komentarze (9) »
środa, 04 czerwca 2014

 Tak mnie jakoś wena wzięła :) Notkę dedykuję naathaliee ;* zuazuza4 tęskniłam :D Następna w sobotę :) Miłego czytania Wiktoria ^^

**********************************************************************

  Wstajemy z ziemi, a moim ciałem wstrząsa dreszcz. Jestem w samej bieliźnie, a na niebie pojawiły się już pierwsze gwiazdy. 
 - Idziemy do domu kochanie. Jeszcze się przeziębisz - jaki on ma cudowny głos. Mogłabym słuchać go bez końca. Posłusznie chwytam go za rękę i kierujemy się do domu.
 Zostawiam Peetę w salonie i idę do Annie. Co ona sobie musi myśleć? Dom jest prześliczny. Schody z jasno brązowego drewna prowadzą na malutki, kremowy korytarzyk. Jest tam troje ciemnych drzwi z przyciemnianymi szybami.
 - Annie? - szepczę. Nie chcę obudzić chłopca. Przecież jest już późno. Może dziewczyna też śpi? Jednak po chwili otwierają się drzwi po prawej stronie.
 - Wejdź - również szepcze co utwierdza mnie w przekonaniu, że mały chłopczyk już buja w krainie snów.
 - Przepraszam za moje zachowanie. Narobiłam ci tylu kłopotów. Wybacz mi, proszę - rzadko kiedy przepraszam, ale to jest odpowiednia chwila.
 - Nie przejmuj się - mówi Annie i klepie mnie po ramieniu, po czym gestem zaprasza do pokoju.
 Na niebieskich ścianach są namalowane białe, rozłożyste kwiaty. Tuż przy błękitnym łóżku, w białym łóżeczku śpi maleńkie dziecko. Podchodzę do niego delikatnie, tak aby go nie obudzić. Ma spokojną twarz, lekko otwarte usta. Jest taki drobniutki!
 - Usiądź. Porozmawiamy - mówi dziewczyna, więc lokuję się na łóżku i opieram o zimną ścianę.
 Annie opowiada mi, jak radziła sobie bez Finnicka. To właśnie Carter dawał jej siłę i nadzieję, że będzie dobrze i wiedziała, że musi dla niego żyć. Ja zwierzam się jej ze wszystkich problemów. Opowiadam jak zeszłam się z Peetą, jak się kłóciliśmy. Mówię też o Gale'u i Thomasie.
 Ufam jej. Wiem że mnie wysłucha i spróbuje pomóc. Mogę ją nazwać przyjaciółką, tak jak Johannę.
 Przerywa nam cichy płacz dziecka. Annie wstaje i bierze malca na ręce, opatulając go żółtym kocykiem. Kołysze do chwilę, lecz Carter nie chce się uspokoić. 
 - Katniss, zajmiesz się nim chwilę? Pójdę mu zrobić mleko - pyta. Jak mogłabym odmówić? Po tym co dla nas zrobiła i nadal robi - nie mogłabym. 
 - Jasne - mówię stanowczo, lecz niepewnie chwytam chłopczyka. Dziewczyna wychodzi, a ja utulam Cartera do piersi i wpatruję się w jego niebieskie oczy. Są jak wieczorne niebo - dokładnie takie, jakie miał Finnick, jednak inne, niż ma Peeta. Jak na zawołanie zjawia się w drzwiach. 
 - Ładnie to tak mnie zostawiać? I jeszcze innego sobie znalazłaś? - pyta z cieniem uśmiechu w oczach. Unoszę delikatnie kąciki ust. Odgarniam chłopczykowi jasne włosy z czoła, a wtedy ten swoją małą piąstką chwyta mój palec. Czuję w okolicach podbrzusza przyjemne ciepło. Mogłabym tak trwać w tej chwili i wpatrywać się w spokojną twarz Cartera. 
 - Będziesz wspaniałą mamą, Katniss - szepcze Peeta. Przyjemne ciepło znika, a pojawia się delikatne ukłucie, tak jakbym miała coś na sumieniu.
 - Nie będę - odpowiadam. Nie spoglądam blondynowi w oczy.
 - Będziesz. Zobaczysz...
 - Nie chcę mieć dzieci, Peeta - przerywam mu stanowczo. Zbieram w sobie odwagę i patrzę mu w oczy. Kryje się w nich zaskoczenie ale i ból. Z powrotem spuszczam wzrok.
 Do pokoju wchodzi Annie. Bierze ode mnie malca i przystawia mu do ust butelkę. Wstaję i wychodzę, za mną podąża Peeta.
 Narzucam na siebie ciepłą kurtkę i wychodzę na taras. Przysiadam na kamiennych schodach. Chłopak bardzo dobrze mnie naśladuje. Chwyta mnie za rękę i gładzi kciukiem grzbiet mojej dłoni.
 - Dlaczego? - pyta. Czuję że się we mnie wpatruję, ja jednak podziwiam granatowe niebo, na którym gwiazdy połyskują jak świetliki. 
 - Bo się bałam, że zostaną wylosowane na Igrzyska. Żyłabym w ciągłym strachu.
 - Katniss, Igrzysk już nie ma - mówi delikatnie.
 - A jeśli je przywrócą? Jeśli będę musiała patrzeć, jak zabijają moje dzieci?! - wybucham. Na samą myśl o tym w oczach stają mi łzy. 
 Peeta nic nie mówi. przytula mnie i masuje ręką moje plecy. Jestem mu wdzięczna, że ze mną jest. Że mnie nie zostawił, że znosi moje humory. Jednak nie mam odwagi mu tego powiedzieć. Podnoszę głowę i biorę jego twarz w dłonie. Przykładam usta do jego warg i zaczynam całować.
 - Kocham cię Peeta - szepczę.
 - Ja ciebie też Katniss. Już zawsze - odpowiada i pogłębia pocałunek.  

17:03, katniss_mellark
Link Komentarze (10) »
wtorek, 03 czerwca 2014

 Rozdział dedykuję kotna19 :) Następna notka w piątek lub sobotę ;) A gdzie się podziewa zuazuza4? :/ Pozdrawiam ;) Wiktoria.

********************************************************************

 No nie! Dlaczego? Czy ja muszę się pakować co chwilę w jakieś kłopoty?! Ale teraz przynajmniej mam szansę, by go zabić. Za to co zrobił Peecie i za Prim. Tutaj już nie chodzi o mnie. Drżącą ręką podnoszę z ziemi najostrzejszy kamień w zasięgu wzroku. Rzucam się na Gale'a. Chyba się tego nie spodziewał, bo szybko mi poszło. Siedzę na nim okrakiem, przykładając kamień do jego serca. Wyczuwam pod ciemną koszulką szybkie bicie serca Gale'a. "Popchnij ten kamień Katniss. Zabij go. Zrób to" powtarzam sobie. 
 - No co Kotna, nie zabijesz mnie? - syczy. Bardzo bym chciała, ale oboje wiemy, że tego nie zrobię. Za każdym razem gdy mam okazję pozbawić go życia, przypominają mi się wspólne polowania z Galem. To, że zawsze miałam w nim oparcie. Mogłam mu się zwierzyć z każdej głupoty ale i z poważnych problemów. I mimo że wiem, że to nie jest ten sam chłopak, że to nie jest mój najlepszy przyjaciel, nie umiem ich rozróżnić.
 Chwila zawahania wystarczy, by brunet wytrącił mi kamień z ręki i przepycha mnie, tak że to on znajduje się nade mną. Przyciska kolanami ramiona, tak że nie mogę się ruszyć. Moje serce bije bardzo szybko. Wiem co za chwilę się wydarzy, a ja nawet nie mogę się bronić. To jest straszne. 
 Gale bierze moją twarz w dłonie i przykłada wargi do moich. Całuje mnie nachalnie, brutalnie. Gryzę go w wargę, tak że czuję w ustach metaliczny smak krwi. Tak! myślę.
 - Tak chcesz się bawić, kochanie? - jak on mógł mnie tak nazwać?! Tylko Peeta ma prawo tak się do mnie zwracać! Na samą myśl o blondynie oczy zachodzą mi łzami. Kilka godzin temu powiedział, że nie chce mnie znać. - Oj nie płacz. Spodoba ci się - szepcze. 
 Zdejmuje ze mnie bluzkę i spodnie i zaczyna całować mój brzuch. Przechodzi mnie dreszcz. Nie podniecenia, a obrzydzenia. To jest moja szansa, myślę. Z całej siły kopię Gale'a w brzuch, tak że ten zwala się ze mnie. Podnoszę kamień, który miałam wcześniej, i uderzam nim chłopaka w głowę tak mocno, że traci przytomność. Jego krew mnie pobrudziła. 
 Nie mam czasu by brać ubrania - nie wiem, kiedy brunet się ocknie. Biegnę do domku Annie. Tam będę bezpieczna. Potem trochę się ogarnę i wrócę do Dwunastki, albo pojadę do Johanny. Nie mogę tu zostać. Otwieram drzwi na oścież i wpadam do środka. Drzwi same się zamykają. Kremowy korytarz z czarnymi dodatkami jest prześliczny, jednak  ja nie zwracam na niego uwagi. Próbuję się ogarnąć, by Peeta nie widział, że płakałam. Nie chcę mu teraz nic tłumaczyć, o ile w ogóle by się mną zainteresował. W progu kuchni staje Annie i wypuszcza z rąk miskę z sałatką na mój widok.
 - No co, znów coś stłukłaś? - słyszę rozbawiony głos Peety.
 - Katniss - szepcze Annie, ale na tyle głośno by usłyszał to chłopak, bo w ułamku sekundy zjawia się obok kobiety.  
 - Co się stało? - pyta drżącym głosem.
 - Nic - odpowiadam i śmieję się histerycznie. Uspokój się - nakazuję sobie.  
 Podchodzę do piecyka i zaciągam się zapachem smażonego kurczaka.
 - Co gotujecie? Mogę się przyłączyć? - pytam drżącym głosem. Wszystko od nadmiaru emocji. Kiedyś Gale już próbował mnie zgwałcić, ale byłam wtedy nieprzytomna.
 Peeta podchodzi do mnie szybkim krokiem i chwyta mnie mocno za nadgarstki:
 - Masz mi to natychmiast wytłumaczyć, Katniss. - kiedy ja nie mogę. Po policzkach zaczynają mi płynąć łzy gdy przypominam sobie brutalny pocałunek Gale'a i dotyk jego rąk na moim ciele. Kiwam przecząco głową.
 - Annie, możesz nas zostawić? Musimy porozmawiać - delikatnie pytanie Peeta posyła w stronę dziewczyny. Jeszcze się nie odezwała. Przytakuje delikatnie głową i słyszymy, jak wchodzi po schodach na górę. Chłopak bierze mnie za rękę i stanowczo ciągnie do salonu. Siada na jasnej kanapie i gestem pokazuje, bym zrobiła to samo.
 W mojej głowie kłębią się tysiące myśli. Może jednak mu powiedzieć? Ale co on zrobi? Nie przytuli mnie, nie pocieszy. Sam powiedział, że muszę o nim zapomnieć. Więc na pewno nie będzie chciał zemścić się na brunecie.
 - Gale - szepczę cicho, kiedy Peeta posyła mi pytające spojrzenie. Zaciska mocno pięści i przytula mnie do piersi, kiedy znów zanoszę się szlochem. Kładzie mnie delikatnie na sofie, układając się tuż obok mnie. Przytula mnie i delikatnie gładzi po plecach i głowie. Gdy wyczuwa dreszcze targające moim ciałem, nakrywa mnie cienkim kocem.
 - Ciii... Katniss jestem już przy tobie. Będzie dobrze - próbuje mnie uspokoić. Nie wiem ile tak leżymy, wydaje mi się, że kilka godzin. Która to może być godzina? Dwudziesta? Ciekawe, czy Gale już się obudził.
 Gdy już jestem uspokojona, Peeta wstaje i wychodzi z domu. Popełniłam błąd. Nie powinnam mu mówić! Teraz na pewno idzie do tego gnojka! Ale ja mu nie pozwolę. Jeżeli ta bójka skończy się tak samo jak poprzednia?
 Wybiegam z domu za blondynem w samej bieliźnie, na boso. 
 - Peeta! Stój! - krzyczę. Chłopak odwraca się i odkrzykuje:
 - Wracaj do domu! Niedługo wrócę Katniss - mówi to stanowczo. Ale ja przecież nie słucham rozkazów. Gdy blondyn odwraca się, biegnę za nim i z impetem wskakuję mu na plecy. Przez protezę chłopaka tracimy równowagę i przewracamy się. Siedzę okrakiem na jego plecach. Peeta odwraca się twarzą do mnie. 
 - Nigdzie nie idziesz. Nie puszczę cię. Nie zostawisz mnie - szepczę, przytrzymując jego twarz w dłoniach.
 - Przepraszam Katniss. Powinienem ci był uwierzyć. Gdybym cię posłuchał, poszłabyś do szpitala ze mną, a Gale by cię nie znalazł - mówi.
 - Właśnie. Nie musiałeś zostać w szpitalu?
 - Nie. Wystarczą leki przez tydzień.
 - Bardzo dobrze! Martwiłam się o ciebie - szepczę i przykładam wargi do jego ust. Jednak czekam, aby to Peeta zadecydował, czy chce mnie pocałować. Chłopak nie waha się. Całuje mnie delikatnie, ale stanowczo. Przez pocałunek przekazuje mi wszystkie swoje uczucia: strach, radość, ulgę.
 - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? - pytam i uśmiecham się delikatnie.
 - Prawda - odpowiada i wybucha śmiechem. 

19:48, katniss_mellark
Link Komentarze (11) »
sobota, 31 maja 2014

 No heej <3 A więc dziękuję za komentarze, ale to już chyba wiecie xd Następna we wtorek, 9 komentarzy :) Miłego czytania, Wiktoria ^^

************************************************************************

 Policzkuję go tak samo mocno jak Gale'a. Co on sobie wyobraża?! Bardzo dobrze wie, że kocham Peetę. Dlaczego mnie pocałował?! Czy on postradał rozum?! 
 - Wynoś się - syczę. - Masz pięć minut, żeby się spakować i masz wyjechać. Zrobisz dokładnie to samo co Gale, bo dokładnie tak samo się zachowałeś.
 Ręce mi drżą, serce bije przerażająco szybko. Odwracam się i idę do domu. Peetę trzeba zabrać do szpitala skoro w domu już nie będzie lekarza. Na samą myśl o nim przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia. Wchodzę do sypialni i zatrzaskuję za sobą drzwi, co budzi blondyna. Nie zwracam na niego uwagi.
 Wyciągam z szafy dwie walizki, do jednej pakuję swoje rzeczy, a do drugiej ubrania Peety.
 - Co robisz? - ignoruję pytanie chłopaka. Nie czas na wyjaśnienia. Musimy się sprężać.
 Wychodzę do łazienki po szczoteczki do zębów i do włosów. Pojedziemy do Czwórki, tam jest najlepszy szpital. Zatrzymamy się u Annie, na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
 - Peeta! Co ty do jasnej cholery robisz?! - wydzieram się. To co włożyłam do walizek, leży na podłodze. Ech... nie chciałam na niego krzyczeć. Przecież jestem zła na Thomasa, a wyżywam się na Peecie, który nigdy na mnie nie podniósł głosu. Przeproszę go później, teraz nie mam czasu. Drżącymi rękoma pakuję wszystko z powrotem. 
 - Idziemy - oznajmiam. Dopiero przy drzwiach orientuję się, że Peeta nie idzie za mną. Cały czas siedzi na łóżku. Czy on musi robić mi na złość?!
 - Nie pójdę, dopóki mi nie powiesz, co tu się dzieje - mówi spokojnym głosem.
 Ignoruję go. Dzwonię po poduszkowiec, powinien zjawić się za jakieś dziesięć minut.
 - Idziemy - powtarzam, teraz spokojnie. - Wytłumaczę ci w drodze, proszę Peeta. To dla mnie ważne - widząc jego spojrzenie wiem, że nie połknął haczyka. - Musisz mnie tak denerwować? Spieszy mi się. Za chwilę pojadę sama - oboje wiemy, że go nie zostawię, jednak chłopak wstaje i idzie za mną. 
 Na poduszkowiec nie czekamy długo. Nie odzywamy się do siebie jednak czuję na sobie jego spojrzenie. Wsłuchuję się w śpiew kosogłosów. Gdy milkną, na niebie pojawia się poduszkowiec. Wchodzimy do niego, Peeta siada obok mnie. Przypominam się pasami i startujemy. Ręce zaczynają mi się pocić a oddech przyspiesza. Denerwuję się rozmową, która mnie czeka. 
 - Katniss? Chyba miałaś mi coś powiedzieć, o ile dobrze sobie przypominam - a więc zaczyna się.
 - Będziesz zły - szepczę. A jeśli ode mnie odejdzie? Zostawi mnie? Na samą myśl piecze mnie pod powiekami. - Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam. Byłam zdenerwowana, nie myślałam jasno.
 Patrzy na mnie w milczeniu, czekając na ciąg dalszy. Ściska pokrzepiająco moją rękę, więc kontynuuję:
 - Siedziałam na ławce z Thomasem. Zapytał mnie, czy cię kocham, a ja powiedziałam że tak. To chyba oczywiste? - nadal szepczę. - Potem mnie pocałował - ostatnie zdanie mówię tak cicho, że Peeta nie słyszy.
 - Słucham? - powtarzam. Chłopak cały sztywnieje. Zaciska zęby i puszcza moją rękę. Jest na mnie zły.
 - Kochanie...
 - Nie mów tak do mnie. Idź do swojego doktorka - syczy.
 - Ja tego nie chciałam. Spoliczkowałam go, nakrzyczałam na niego. Nie spodziewałam się, że mnie pocałuje. Peeta proszę, nie złość się na mnie.
 - Jak mam się nie złościć?! Zdradziłaś mnie! Zdradziłaś mnie Katniss, i nic tego nie zmieni! Nie obchodzi mnie, czy odwzajemniłaś pocałunek! - krzyczy na mnie. Po raz pierwszy. Łzy lecą mi ciurkiem po policzkach, zostawiając słone ślady. - Nawet nie wiesz, jak mnie zraniłaś - szepcze. - Po co w ogóle ze mną lecisz? Mogłaś z nim zostać. Życzę wam szczęścia.
 W jego głosie słyszę taki ból... Zostawia mnie.
 - Kocham cię. Nie jego. On nic dla mnie nie znaczy. Peeta, nie umiem bez ciebie żyć.
 - Chyba będziesz musiała się nauczyć.
 W poduszkowcu zapada głucha cisza. Chcę przestać istnieć. To nie ma sensu. Skoro nie mogę żyć z Peetą, nie chcę żyć.
 Lądujemy. Wybiegam z poduszkowca i rzucam się w ramiona Annie. Uprzedziłam ją, że będziemy w szpitalu. Chłopak nie zaszczyca mnie spojrzeniem, tylko od razu kieruje się do rejestracji.
 W granatowym wózku śpi malutki chłopczyk. Nawet nie wiem, jak ma na imię.
 - Co się stało?
 - Niech Peeta ci wyjaśni. Przepraszam. Muszę się przejść.
 Odwracam się i idę w stronę morza. Mokry piasek przykleja mi się do stóp. Siadam i zaczynam szlochać. Jak on mógł? Dlaczego mi nie wierzy? Przecież ja go kocham... Co mam zrobić? Już nie daję rady.
 Po kilku minutach słyszę szelest. Obracam się i nie mogę w to uwierzyć! Skąd on się tu wziął?
 - No cześć Kotna. To chyba nie przypadek, że znów się widzimy. 

21:04, katniss_mellark
Link Komentarze (13) »
czwartek, 29 maja 2014

  Dziękuję za miłe komentarze xd Następna w sobotę, 8 komentarzy :) Miłego czytania, Wiktoria <3 

**********************************************************************

  Nie! On musi żyć! Co zrobił Finnick na Igrzyskach, by go uratować? Próbuję to odtworzyć, więc przykładam wargi do ust chłopaka i delikatnie wdmuchuję powietrze, po czym uciskam klatkę piersiową. Po kilku minutach nadal nie ma rezultatu. On nie może umrzeć. Kto będzie odganiał koszmary? Kto będzie budził mnie słodkimi pocałunkami? Kto będzie się ze mną wygłupiał, gdy nie będę miała humoru? Co zrobię, jak nie zobaczę już nigdy jego cudownych oczu, nie poczuję jego zapachu, nie usłyszę jego głosu, nie wtulę się w jego ciepłe ramiona? Wiem co zrobię. Odejdę. Już nie będzie dla mnie miejsca na tym świecie, bo moje miejsce jest przy Peecie. 
 Haymitch rozmawia z kimś przez telefon. Jego głos słyszę jakby zza szyby, jakby dzieliła nas ściana smutku, rozpaczy żalu. Nie ocieram już łez, pozwalam im swobodnie płynąć.
 Z zamyślenie wyrywa mnie ciche kaszlnięcie. Spoglądam na twarz Peety... Ma na wpół otwarte oczy! Żyje! Mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że chłopiec z chlebem żyje, lecz z mych ust wydobywa się tylko cichy jęk ulgi.
 - Haymitch, pomóż mi. Trzeba go przenieść na kanapę - mówię drżącym głosem. Wspólnymi siłami kładziemy go na tapczan, po czym pomagam Peecie napić się trochę wody.  Co chwila dotykam jego twarzy, dłoni, włosów. Nie mogę uwierzyć, że jest tu ze mną.
 Radosne milczenie przerywa mi pukanie do drzwi, a ciało paraliżuje. Nie ze strachu, lecz ze złości. Jest piąta rano, kto inny może tu przyjść jak nie Gale?! Zabiję go! Gołymi rękami go uduszę! Jednak po chwili wchodzi ciemny brunet z lokami i niebieskimi oczami. Doktor Riddle! 
 - Dzień dobry - wita się.
 - Katniss - mówię i wyciągam do niego rękę. Ściska ją delikatnie i mówi:
 - Wiem co się stało. Proszę nie zaprzątać sobie głowy wyjaśnieniami. Pan Haymitch obeznał mnie w sytuacji. 
 Posyłam mentorowi wdzięczne spojrzenie. Lekarz mówi jakieś diagnozy, lecz nic z tego nie rozumiem. Wyczekuję teraz na inną informacje.
 - Będzie żył - mówi ciepło lekarz - o ile będzie pod dobrą opieką.
 - Zamieszkaj z nami - szepczę. - Wtedy na pewno nic mu nie będzie.
 Thomas nie od razu przystaje na moją propozycję, lecz w końcu udaje mi się go namówić.

          Tydzień później

 - Katniss! Przyjdziesz do mnie? - woła mnie Thomas.
 - Jasne, już idę! - odkrzykuję i kieruję się na taras. Mimo że Thomasa znam krótko, ufam mu. Zastępuje mi przyjaciela, którego dopiero co straciłam. Nie przeszkadz
a mi, jak od czasem odgarnie mi włosy z czoła, Peecie z resztą też nie. Cieszy się, że mam z kim porozmawiać, kiedy on śpi,czyli większość dnia. Nadal nie jest dobrze z jego zdrowiem. Siadam obok niego na bujanej ławeczce, i uśmiecham się do wspomnień. To właśnie stąd uciekłam przed Peetą. 
 - Kochasz go? - pyta nagle. Skąd mu się wzięła ochota na tematy miłosne? 
 - Oczywiście - odpowiadam stanowczo. 
 Thomas przysuwa się bliżej, pewnie nie usłyszał. Chcę powtórzyć, lecz uniemożliwiają mi to jego usta na moich wargach. 

21:36, katniss_mellark
Link Komentarze (11) »
sobota, 24 maja 2014

 Na prośbę olaeverdeen i zoozia123 będę pisać. Z góry mówię, że nie wiem, ile. Następną postaram się dodać w czwartek, o ile skomentują to te dwie osoby. Nie chcę was znowu rozczarować ;*. Wiktoria. 

************************************************************************

 Chcę zatrzasnąć drzwi, lecz Gale wsadza w nie stopę i przeciska się do środka. Co zrobić? Muszę być cicho. Mam nadzieję, że Peeta śpi i nie zejdzie na dół. 
 Czy ja muszę przyciągać do siebie nieszczęście? Najpierw śmierć taty, głodowanie, Igrzyska, udawanie miłości, cierpienia, kolejne Igrzyska, tortury Peety, osaczenie, śmierć Finnicka, Boggsa i Prim, śmierć mamy, utrata Gale'a. Co jest ze mną nie tak?! 
 Próbuję uspokoić nieco oddech. Nie może zauważyć, że się go boję. Krok po kroku wycofuję się do salonu, a Gale podąża za mną. Siadam na kanapie, a on mnie naśladuje.
 - Czego chcesz? - drżenie głosy mnie wydało. Już wie, że jestem przerażona. Jednak nie boję się o niego, lecz o Peetę. Co chwila zerkam nerwowo w stronę schodów.
 - No cóż Kotna... Powiedziałem, że się nie poddam, a w miłości i na wojnie wszystko dozwolone - mów i śmieje się głośno. Chyba nie zbudziło to blondyna, bo jeszcze się nie pojawił. Muszę jak najszybciej doprowadzić tę rozmowę do końca. - Wiesz... Podglądałem was cały czas przez okno. Zdziwiłem się, że nie zauważyłaś. Już nie jesteś tak samo czujna jak kiedyś. Czekałem aż Mellark sobie pójdzie. Muszę z tobą porozmawiać. 
 Zaciskam pięści. Nie mogę się na niego rzucić. Nie. To obudzi Peetę. Ale może we dwoje będziemy mieć większe szanse...? Od razu wyrzuciłam tę myśl z głowy. Ale ma taką ochotę zmyć mu z twarzy ten uśmieszek. Zacisnęłam zęby.
 - Nie mam ochoty na rozmowę. Wyjdź - syczę. - Miałeś stąd wyjechać.
 - Zmieniłem zdanie - mówiąc to, chwyta mnie za kolano. Policzkuję go tak mocno, że szczypie mnie ręka. Na jego twarzy widnieje czerwony ślad mojej dłonie. Gale odskakuje zaskoczony, a ja podnoszę się i wbiegam po schodach. Muszę obudzić Peetę. Trzeba się stąd zmyć, zanim ten gnojek posunie się do czegoś gorszego. Nie mogę zostawić tu Peety, jest dla mnie całym światem.
 - Peeta! Wstawaj! - krzyczę, potrząsając jego ramieniem. Gwałtownie otwiera oczy i patrzy na mnie zdziwiony. Ale nie ma czasu na wyjaśnienia. Ciągnę go na dół, zabierając po drodze dwie bluzy. Pogoda przecież mogła się zmienić. Zbiegamy po schodach a ja zastanawiam się, gdzie się podział Gale? Nie pobiegł za mną. To dobrze czy źle? Chcę biec do drzwi, lecz Peeta zatrzymuje mnie. Patrzy się w głąb salonu, na kanapę. Brunet siedzi na niej, jak gdyby nigdy nic. Ciągnę blondyna za rękę, ale ten stoi nieugięty. Wyrywa się z uścisku mojej dłoni i podchodzi wolnym krokiem do Gale'a. O nie.
 - Peeta - chcę powiedzieć to głośno i stanowczo, lecz z moich ust wydobywa się tylko cichy szept. Lecz chłopak nie reaguje. Już wiem co się zaraz stanie. Muszę zareagować. lecz nogi wrosły mi w ziemię. Nie mogę się ruszyć. Kilka minut wystarczyło, by rzucili się na siebie. Poruszają się tak szybko, że nie widzę ich ruchów. Wreszcie nogi odrywają się od podłoża. Próbuję im przerwać, lech daremnie. Zaczynam krzyczeć. Wrzaski ściągają Haymitcha. Nie może być pijany, skoro je usłyszał. On też stara się im przeszkodzić, ale na próżno. Nawet wspólnie nie dajemy rady. W końcu Peeta pada na ziemię. Gale wychodzi z domu i mówi:
 - To nie koniec Kotna.
 Podbiegam do blondyna.
 - Nie zostawiaj mnie, proszę. Zostań ze mną - łkam. Po moich policzkach spływają łzy i kapią na koszulkę blondyna. Haymitch dzwoni po poduszkowiec. Przykładam ucho do jego ust, lecz nie owiewa mnie słodki oddech. Serce nie bije. Peeta nie żyje.  

22:43, katniss_mellark
Link Komentarze (11) »

 Przykro mi, ale chyba skończę z pisaniem bloga. Coś mi to za bardzo nie idzie. Dziękuję wszystkim tym, którzy go w ogóle czytali. Może kiedyś go dokończę, nie wiem. Może zacznę pisać inną historię, zobaczymy. Jeszcze raz przeprasza. Zawsze Wasza Wiktoria. 

21:23, katniss_mellark
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 maja 2014

 Przepraszam za ostatni rozdział, spróbuję tym razem was nie rozczarować i za to, że dodaję notę dopiero teraz ;* Następna w sobotę :) Miłego czytania ^^ Wiktoria.
Ps. Przynajmniej 7 komentarzy
*************************************************************************

 Idę, wsłuchując się w cichy szum drzew i radosne ćwierkanie ptaków. To mnie uspokaja. Zastanawiam się, dlaczego wtedy tak spokojnie z nim rozmawiałam. Przecież on zabił moją siostrę, mnie też chciał skrzywdzić! Zaciskam ręce w pięści, by nie zawrócić i nie zabić go gołymi rękami. Gale jest przecież za silny, powtarzam sobie, nie dałabym mu rady. Jednak cichy głos mojej podświadomości twierdzi inaczej - pokonasz go. Ale nie mogę zawrócić, bo wtedy następne ciało zawita na ponurym cmentarzu w Dwunastce. Albo moje, albo jego. Biorę głębsze oddechy, aby opanować drżenie ciała. 
 - Katniss! - co on tu robi? Serce zaczyna szybciej bić, słyszę szum krwi w uszach.
 Oczekuję jeszcze krzyku, lecz nie nadchodzi. Szybko i zdecydowanie idę za głosem Peety, lecz z każdym krokiem mam coraz większe wątpliwości, że obrałam zły kierunek. Jedna kiedy dostrzegam go wśród drzew, kamień spada mi z serca. Chłopak podbiega do mnie i mocno przytula, owiewając szyję ciepłem swego oddechu. Oddaję uścisk, jednak tylko przez chwilę. Odrywam się od niego i patrzę mu głęboko w niebieskie tęczówki. Czai się w nich strach, ale i ulga. 
 - Już po kilku minutach byłem na siebie wściekły, że cię samą puściłem. Oszalałem ze zmartwienia, więc ruszyłem za tobą, by cię zatrzymać, ale ciebie oczywiście już nie było. Zanim przedostałem się przez tę cholerną siatkę, ty byłaś już głęboko w lesie - opowiada na jeszcze nie zadane przeze mnie pytanie. - Zatrzymałem się, bo nie chciałem się zgubić. Wtedy na pewno bym cię nie znalazł - kończy.
 - Już się zgubiłeś - mówię i oboje wybuchamy śmiechem. Przecież każdy kto go zna wie, że Peeta już po kilku krokach nie wie, skąd przyszedł. Blondyn siada da miękkiej trawie, ciągnąc mnie za sobą. Układam głowę na jego udach, a on delikatnie głaszcze mnie po policzku ciepłą dłonią. Nie chcę by przestawał więc kiedy to robi, otwieram oczy. Jego twarz jest tak blisko mojej, że z łatwością mogę policzyć jaśniejsze plamki błękitu w jego oczach. 
 Składa na moich ustach delikatny pocałunek, który z każdą chwilą staje się coraz bardziej namiętny. Peeta z łatwością podnosi mnie do pozycji siedzącej, sadzając na swoich kolanach. Już zapomniałam, jaki może być silny. Głaszczę go po rozpalonych plecach tak, jakbym chciała nauczyć się każdego centymetra jego skóry na pamięć, podczas gdy chłopak zaczyna całować moją szyję. Moim ciałem wstrząsa dreszcz. Czując, że blondyn chce zdjąć mi bluzkę, przerywam. 
 - Nie tutaj - szepczę delikatnie, aczkolwiek stanowczo. W jego oczach widzę zrozumienie, ale dostrzegam też nutę zawodu. Składam na jego ustach przelotny pocałunek. Wstaję i ruszam w kierunku siatki, nie czekając na niego. Po chwili mnie dogania i obejmuje w talii. Nie rozmawiamy o niczym ważnym. Przypominamy sobie śmieszne sytuacje, po czym śmiejemy się wspólnie. Oboje unikamy teraz trudnych tematów, nie mamy na to ochoty. 
 Z ust Peety wydobywa się jęk, gdy widzi siatkę. Najpierw przechodzę pod nią ja, zwinnie i prędko, a potem czekam chwilę, aż upora się z nią chłopak. Rozdziera sobie spodnie na udzie, a ja rzucam mu rozbawione spojrzenie. Dalsza droga mija szybko. Gdy dochodzimy pod dom, słońce chyli się ku wierzchołkom niedalekich wzgórz. Długie cienie na drodze układają się w najróżniejsze wzory, a mimo to jest gorąco. W końcu zaczyna się lato, myślę. Przechodząc przez próg czuję powiew zimnego powietrza. Ach... klimatyzacja. 
 - Peeta, ugotujesz coś? Jestem potwornie głodna - mówię. W tym momencie burczy mi w brzuchu, a ja posyłam chłopakowi spojrzenie typu "co mogę poradzić" i wzruszam ramionami.
 Uważnie obserwuję, jak blondyn przyrządza królika. Próbuję zapamiętać kolejne czynności, w końcu kiedyś muszę nauczyć się gotować. Jednak po kilku minutach zaczynają mylić mi się proporcje przeróżnych przypraw.
 Czekanie pełnej godziny naprawdę się opłacało. Królik jest przepyszny. Dość ostra panierka chrupie w moich ustach, a ja delektuję się smakiem. Zjadamy go prawie całego, ostatnią część mięsa chowamy do lodówki. Będzie na śniadanie. Nawet teraz, gdy mam dużo pieniędzy, nie chcę marnować pożywienia.
 Siadamy z Peetą na miękkiej kanapie w salonie. Kładę mu nogi na kolana, a on delikatnie masuje moje łydki. Biorę do ręki książkę, którą zaczęłam czytać niedawno. Opowiada o chłopcu czarodzieju, sierocie. Doskonale wiem jakie to uczucie, gdy nie ma się rodziców. Zatapiam się w swojej lekturze, tak jak blondyn. Nie wiem, o czym opowiada ta historia, ale chłopak jest nią zafascynowany, widzę to po jego oczach.
 - Jestem zmęczony Katniss, idę się położyć - szepcze po krótki czasie i całuje mnie w czoło.
 - Zaraz do ciebie dołączę - odpowiadam i posyłam mu promienny uśmiech.
 W chwili gdy słyszę trzaśnięcie drzwi do sypialni, dostrzegam za oknem ruch. Serce zaczyna bić mi szybciej, oddech przyspiesza. W uszach słyszę dudnienie krwi. To pewnie tylko Haymitch, staram się uspokoić samą siebie. Jednak patrząc na zegarek wiem, że to nie on. Jest druga w nocy, a mentor na pewno nie zaglądał by do nas o tak późnej porze. Podchodzę do okna i zaciągam zasłony, mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Chwilę później słyszę ciche pukanie do drzwi. Zawołać Peetę? Lepiej nie. Wolę, by coś stało się mnie niż jemu. Powoli wlokę się do drzwi. Pukanie powtarza się. Gdy otwieram drzwi, serce na chwilę staje a ja nie mogę złapać oddechu. Stoi w nich Gale.  

18:36, katniss_mellark
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3